Praca

Pierwsze spojrzenie USA na co dzień "Murzynowo" Perły budowlane Poradnik emigranta Praca Wiza
Krótka historia USA Galeria Podstawowe informacje em@ile 2003/2007 USA today


W USA nie ma marzeń i szczęścia - jest praca i pieniądze.

Stacja benzynowa Szukanie pracy jest dużo prostsze niż w Polsce, nawet jeśli niczego nie umiesz. Oczywiście w sezonie (kwiecień - listopad) jest łatwiej. Dużo ogłoszeń jest w polskojęzycznych gazetach. Język rzadko jest wymagany. Najlepszą pracę zdobywa się jak u nas - po znajomości albo przypadkiem.
Na zdjęciu po lewej stacja benzynowa Shell na Milwaukee/Belmont, polski "pośredniak". Niektórzy chwalą sobie to miejsce, ale przeważnie stoją tam faceci którym nie chce się pracować.

Polki w Chicago najczęściej opiekują się dziećmi albo ludźmi starszymi (jeśli z zamieszkaniem to nie trzeba się martwić o kwaterę), ale najpopularniejsze są "serwisy sprzątające" - 10 godzin tyrania (bo Amerykanie są często gorzej niż świnie), do tego godzina dojazd i druga powrót. Przeciętny "domek", gdzie zamawiają sprzątanie, to kilka sypialni, 5 łazienek, kuchnia, ekipa 5 dziewczyn ma na to pół godziny. Za taką pracę jest 5$ na godzinę, bardzo rzadko 6. Po stażu w serwisie (po roku - dwóch) rozsądna Polka idzie "na swoje". Gazety pełne są ogłoszeń "odkupię domki", "oddam domki" - to zaczynające lub kończące karierę niezależne sprzątaczki. Domek robi się indywidualnie 5-7 godzin, za 50-80 dolarów (ale wolnych od podatku!!!).

Osobę, która się rozpozna na tym zdjęciu proszę o kontakt - SLMFacet - emigrant to przeważnie kontraktor - wszelkie roboty budowlane: rufing (dachy), fugowanie (zewnętrznych ścian, bardziej murowanie niż fugowanie), sajding (elewacje aluminiowe lub plastikowe), suche tynki (pol. drajło, ang. drywall - coś jak u nas regipsy), malowanie, kafelki. Roboty hydrauliczne czy elektryczne to już wyższa szkoła jazdy - warto się tego nauczyć, bo mając amerykańskie uprawnienia zarabia się konkretnie bez przemęczania - jak u nas. Wszystko robi się szybko, byle jak, ale wyglądać musi pięknie. Na początku płacą 8-10 na godzinę, później, gdy już coś umiesz, szukasz lepszej roboty albo stajesz się sub-kontraktorem (stawki unijne dla fizycznych to niekiedy $30/godzinę).Kontraktor na drabinie

Prace przy azbestach, wbrew utartym opiniom, są jednymi z najbezpieczniejszych (maski tlenowe, przerwy co godzina, skrócony czas pracy), a przy tym dobrze płatne. Gorzej, jak na azbest trafi się nieoficjalnie, podczas remontu prowadzonego przez Polaka-kontraktora.

Później... od pewnego pułapu nie liczą się umiejętności tylko skończona szkoła, a dobra szkoła dobrze kosztuje. Dlatego Polacy, którzy zostają na stałe (nie wszyscy), potrafią płacić za szkoły swoich dzieci 10-15 tys. rocznie.

Pamiętaj:
- w USA wypłata jest co tydzień lub co dwa (w dużych firmach, korporacjach itp.) - nie rzadziej.
- jeśli pracodawca chce tzw. "depozytu" (czyli wypłata będzie zawsze z poślizgiem np. tygodnia) to lepiej szukaj innej pracy. Podobnie, jeśli któregoś razu nie będzie pieniędzy, tylko obietnice. W Chicago jest urząd, gdzie można zgłosić wszelkie oszustwa ze strony pracodawców; nawet jeśli pracuje się na czarno a umowa o pracę jest ustna (najczęściej).

Najważniejszy jest język. A i wszelkie ukończone kursy pozwalają starać się o lepszą robotę (za biurkiem). Nawet, jeśli jesteś nielegalnie w USA do załatwienia jest legalne prawo do pracy (po 2001 roku zdrowo kosztuje).
Polacy (niektórzy) potrafią przez kilka lat uparcie dążyć do celu - uczyć się, pracować, piąć się coraz wyżej. Ludzie ci z reguły gdy osiągną wysoki poziom trzymają się jak najdalej od rodaków.

A tak zaczyna się realizacja U.S.marzeń:

Można też łączyć przyjemne z pożytecznym:

Jeśli jesteś studentem i interesuje Cię wyjazd na roboty do USA, informacji możesz szukać na innych stronach (trochę ich w sieci jest), ale OSTRZEGAM - praca dla polskich studentów w ramach różnych "programów" jest na poziomie tragicznym (przeważnie jakieś pomoce kuchenne, kelnerki, itp.), płace typu $200 na tydzień minus podatek, a ew. korzyści dodatkowe (język) - żadne (pracujący tam na stałe są z reguły hiszpańskojęzyczni). Ale często jest to jedyny sposób, żeby dostać wizę.

Wszystkie prezentowane zdjęcia zostały wykonane w Chicago (USA) w roku 2000.
Ogłoszenia pochodzą z "Dziennika Związkowego".

© Stella LaMeer 2000-2007